
Jedna z najbardziej okrutnych rzeczy,
które robimy sami sobie,
to wieczne osądzanie siebie.
Ma różne odcienie.
Mocny osąd.
Negatywna ocena.
To krytyka i niezadowolenie.
To co robimy nigdy nie jest dość dobre w naszych oczach.
To wątpienie w siebie,
w słuszność swoich wyborów,
w poprawność zachowania.
To nawykowe podważanie swoich własnych decyzji.
„nie powinieniem tak … / powinieniem inaczej”
”jak ja mogłem to zrobić”,
„i znowu to zrobiłem / tego nie zrobiłem”...
To patrzenie na siebie z przeszości z politowaniem, wstydem, gniewem.
To unikanie spojrzenia na siebie stojąc przed lustrem.
To zaniżanie swojej wartości...
To rezygnowanie z siebie ...
W konsekwencji oczywiście nie czujesz się dobrze.
Nie znajdujesz radości, zadowolenia.
Wieczne niespełnienie.
Za to mniej lub bardziej świadomie uznajesz,
że nie zasługujesz na dobre życie.
Albo, że musisz naprawdę się narobić, żeby na coś zasłużyć.
Z drugiej strony – nie rozumiesz, dlaczego Twoje życie właśnie „tak” wygląda.
A przecież te Twoje przekonania
to aktywne informacje w Twoim polu,
one tam są i robią swoją robotę.
Nie pomogą Ci zapewnienia innych,
że jesteś dobry, wspaniały, w porządku,
nie wierzysz w nie.
I nie uwierzysz,
dopóki sam nie nauczysz się patrzeć na siebie, mówić do siebie
z uznaniem, szacunkiem, czułością, miłością.
To jest Twoje samouzdrawianie.
Tak, tego możesz się nauczyć
bez względu na to skąd pochodzi ten okrutny głos w Twojej głowie,
bez względu na to jak długo już do Ciebie gada.
Możesz w sobie aktywować te piękne jakości.
A wtedy zmieni się jakość Twojego życia.
Zatem jeśli czujesz,
że Twój wewnętrzny krytyk zawłaszczył sobie Twoją przestrzeń
ale Ty już jesteś gotów „elegancko” go z niej wyprosić,
działaj!
Pamiętaj,
niebo nie ma limitu,
a horyzont przesuwa się w miarę podróży i odsłania nowe przestrzenie.